Zawsze miałam blisko. Czy to była zerówka, podstawówka, gimnazjum czy nawet liceum. Omijały mnie autobusowe eskapady, stanie w korkach, które w porównaniu z warszawskimi to pewnie bezproblemowa jazda. Teraz bez autobusu się nie obejdzie. Jak wiadomo bilet miesięczny bardziej opłacalny niż 2x małe świstki dziennie, a przy okazji można zaoszczędzić trochę cierpień przyrodzie. Kupiłam więc sieciówkę ulgową, a co. Z pod domu mam trzy autobusy do miejsca docelowego to wsiadam jak trafię i bez problemu dostaję się na wykłady z prawoznawstwa. Dzisiaj uznałam, że jak szaleć to szaleć. Specjalnie udałam się po kolejny miesięczny, zaraz obok wsiadłam w pierwszy lepszy autobus. Pozwiedzałam, posiedziałam w ciepełku, zdecydowałam że czas wysiadać bo ciemno się robi, a nie wiem czy jak dalej pojadę to jeszcze trafię do domu. Kawałek drogi i miałam przystanek, chwilkę później podjechał mój autobus. Liczba ludności jednak mnie troszkę zniechęciła więc przemaszerowałam 15min. i zawitałam w domu.

   Tak, tak ludzie kraje zwiedzają, a ja ‚toronto’. Uznam jednak, że to trening przed światem!;)